„niematerialna” rzeczywistość

Posted Leave a commentPosted in notes

zbieraliśmy, kupowaliśmy, układaliśmy, a gdy się przestawało mieścić dokupowaliśmy coraz to nowsze półki, schowki, zmienialiśmy kolejność, dobieraliśmy metody katalogowania, aby wreszcie po wytężonej pracy zatopić w fotel i móc cieszyć się materialnym dobrem, które powstało dzięki naszemu wysiłkowi. A jak znajomi wpadli na wizytę mogliśmy umieścić najbardziej wartościowe przedmioty w najwidoczniejszym miejscu i niby przez przypadek rozmawiać o tym godzinami.

teraz…

zbiera się przejawy poklepywań w portalach społecznościowych, filmy, muzykę, nawet gry używa się w onlajnie, a zewnętrzni dostawcy walczą abyś „swoje” przejawy elektroniczne przechowywał u nich w chmurze, dochodzi do tego, że nawet upload zapewniają automatyczny i sami to układają w kolejności z datą i wieloma innymi dodatkowymi informacjami…

nie zmienia się tylko wymóg płatności, o dziwo, tylko w naszym kraju prawie równym cenie wydania materialnego… są też oczywiście rozwiązania „bezkosztowe”, pod którymi ukrywają się działania mające za zadanie poznanie twojego profilu i zbieranie każdej informacji związanej z poszczególnym ruchem włącznie z geolokalizacyjnym.

mniej regałów, mniej druków, wydań okładkowych, brak konieczności ich dostarczenia do sklepu, dowiezienia do domu – jednym słowem czysty zysk „dla wszystkich”, wraz ze szczytnym działaniem „pro środowiskowym” (na marginesie nikt chyba nie liczył jak będzie się to miało do utrzymywania urządzeń w stanie włączonym)

do szczęścia brakuje tylko dużej dotykowej tablicy wyświetlającej, dzięki której nasi znajomi zobaczą przy pomocy atrakcyjnej graficznej aplikacji (najlepiej dużą czcionką) ile i jakiej jakości mamy zasoby.. a no i zawsze można byłoby wyświetlić na tym dodatkowo np. akwarium…

after 30… | po trzydziestce…

Posted Leave a commentPosted in notes

there is no time for recovery. after 30 years old I though that my body stand against me, but now I know I was wrong… this is just new permanent state I should get used to.

 


 

 

nie ma czasu na regenerację. po trzydziestce wydawało mi się, że organizm stanął w bój przeciwko mnie, jednak z biegiem czasu wiem, że byłem w błędzie…to nowy permanenty stan do którego powinienem się po prostu przyzwyczaić…

bez liści

Posted Leave a commentPosted in notes

kości mi trzeszczą, odbijają się od nich spadające liście, szczęśliwie nie pada, ale łatwo można się za to zgubić we mgle. w głośniku ochrypły głos snuje niesamowite opowieści o zwykłych rzeczach, o potrzebie podróży, o ostatnim liściu na drzewie.

niedawno świece opowiadały o wspólnych minionych chwilach, o tym, że pielęgnowanie pamięci o ludziach wzmacnia nas, teraz ja pochylam się nad sobą, patrząc od środka widzę nieszczelne płuca, przyspieszone rogowacenie skóry, krótszy oddech… dzisiaj jest słońce, w pokoju biurowym z widokiem na biuro trochę ciężko je ocenić po odblaskach, samo też miesza się ze sztuczną barwą świetlówek.

złapałem ten kadr, kiedy liście jeszcze odpadały, teraz będę mógł go wyświetlać wciąż od nowa. drzewo bez liści to przecież dalej drzewo, zatem zwieram się wewnętrznie i emituję ciepło, podobnie do otwartego przede mną ekranu komputera.

tru tu tu

Posted Leave a commentPosted in notes

Wyciekam, poniżej kolan, czasami nawet nadgarstków, które poniewierają się w takich momentach za mną po ziemi. Nie ma tutaj definicji czasu, nie ma dźwięków, ani ruchu, jest określenie celu gdzieś pod samym sklepieniem czaszki. Może to i na marne, bezistotne, puste, może nawet i żałosne, ale nie potrafię tego zatamować gazikiem, czy chociażby sterylnym powietrzem. To musi się dziać w tle, jak aktualizacja systemu, aplikacji, musi pędzić, na złamanie karku do przodu.

jakbym zaczesał na lewo, to bym mniej widział.

jakbym zaczesał na prawo, to miałbym tik zarzucania włosów do tyłu.

gdybym stał w miejscu to pewnie po rzepce chciałbym się skrobać.

a gdybym leżał…

wyciekam aortą szyjną, leję się w takt serca.

tru tu tu tu tu

nowy ślad, nie poślad został ujęty metafizycznie w aplikacji tekstowej, teraz pozostanie tylko podzielić się z tym światem, a potem zebrać pozytywne, lub polaryzujące wypowiedzi, a potem wpleść je w patchwork krwotoku, który się toczy mimo wszystko.

nowe rzeczy wyprodukowane. Nowe przejawy wnętrza. stop

p.s. w ostatnich 4 dniach 3 teksty, 2 riffy, 4 obiady, 2 długie spacery, kilkanaście uśmiechów, coś liczę

tysiące drobnych…

Posted Leave a commentPosted in notes

rzeczy, które wpadają nagle, zmięte w kieszeni, odnajdują się po praniu, albo wynikają na drodze zupełnie innej sprawy – zwykle robią to niespodziewanie, lecz ciągle są, dzieją się, przybywają… ich obecność jest zwykle nie po drodze, ale zwykle nie pozwalają aby przejść obok nich swobodnie, a zaniedbywane nie obrażają się i nie chowają w kąt.

realizować, działać, pracować, aby osiągnąć cel… ale gdy nieuczesane jest wnętrze i zaczyna się oddalać, zmieniać trop, to rozgardiasz pojawia się też na zewnątrz.

wydłużona perspektywa to może i jedyne wyjście, aby to „ogarnąć” – podobnie jak kredyt daje ułudę opanowania sytuacji. czas, wiadomo, że leczy rany, ale daje także nadzieję, na zmianę, że się poukłada, że odkręci, że… nie, niestety samo się zazwyczaj nie zrobi.

ale kiedy teraz zaczynać, aby nie spalić na panewce… czas jest niezmierzony, a tysiące drobnych rzeczy coraz to nowszych się wciąż pojawia…

p.s. powoli słońce zaczyna przypominać słońce polskiej jesieni, które nie pozwala na krótki rękaw. czas stop. chwilowe zwieszenie w trakcie realizacji.

journey | wyjazd

Posted Leave a commentPosted in notes

I had an opportunity to spend some time in one of the european capital city which many poems and pictures were dedicated.

returned there after few years, walked around thouroghly breathing deep the evening time.

fortunately noone wanted to attack me.

illuminations made impressions.

after the journey Warsaw welcomed me with: cold, dissorted roads, blocks from communist era.. however space well known for me which changes every day….

 


 

chwilę temu miałem możliwość przebywania w jednej ze stolic europejskich – powstało dla niej wiele wierszy, obrazów, wiele osób wzdycha na samą myśl o jej walorach.. wróciłem po kilku latach i złaziłem większość tego miasta w postaci na piechotę, wieczorową porą wciągając tamtejsze powietrze głęboko w płuca.

nikt nie chciał obić mi gęby, na szczęście.

iluminacje robią wrażenie.

na lotnisku w Warszawie przywitał mnie chłód, wypaczone drogi, blokowiska epoki gierka, jednak to była znana mi przestrzeń, może jeszcze nie ułożona i z wieloma drobnymi mankamentami, jednak zmieniająca się każdego dnia.

bench time | sezon ławeczkowy

Posted Leave a commentPosted in notes

at last – bench time started! for old ones it’s like a xmas with tree and gifts, for young ones – who can go out in the evening – start of a normal life. for dogs longer walks, for wifes yelling, calling for a …. somewhere on the bench or on the road to home lost man 😉

 


 

wreszcie – zaczął się sezon ławeczkowy. dla wygłodniałej starszyzny to niczym Święta Bożego Narodzenia z choinką i prezentami, dla młodszych – tych z możliwością wyjścia w godzinach wieczornych – początek normalnego życia, dla psów sezon wydłużonych spacerów ze swoim ławeczkowym panem, a dla pań zwykle nieszczęsny okres krzyczenia, gonienia, wydzwaniania za zagubionym menszczyzno (bo czystą polszczyzną, to on już nie wraca:).

creation proces | z wymyślaniem

Posted Leave a commentPosted in notes

each time it’s different, sometimes nothing happens despite the need, sometimes 5 minutes can be enough, when not only words but also melody or bridge sketches the whole.

it’s hard to say as the time goes by if it should  maturate or grinded, maybe first idea counts, but important is repeat to look at it without previous associations and expierience, take the „gallery”view, test it with friends, take a deep message understanding and get along with something new.

what was done in the moment may be the riff or require to hard work.

time stars… but it’s not a race.

the only messure is the time, if the song stand the test of time it means that is was worth

 


 

jest różnie, czasami nic nie wychodzi mimo chęci, czasami wystarczy 5 minut i nie tylko słowa, ale melodia, bridge, każdy element składa się samemu w całość.

z perspektywy czasu patrząc, to ciężko powiedzieć, czy coś powinno dojrzewać, być szlifowanym, czy też pierwszy pomysł liczy się najbardziej, istotne jest na pewno to, że należy później na to spojrzeć na trzeźwo, bez żadnych skojarzeń, czy też bagażu doświadczeń, „wejść na galerię”, przetestować z przyjaciółmi, wsłuchać się  w ich słowa i pochylić się nad czymś na nowo.

coś co jest efektem chwili może być już dopracowane, ale też może wymagać ogromnej pracy.

czas start… ale spokojnie, przecież to nie wyścig.

miarą pozostaje wyłącznie czas, jeśli wytwór to tylko wytrzyma, to znaczy, że wyszło 🙂

thought | myśl

Posted Leave a commentPosted in notes

i caught a thought about publishing of my mind’s flickers

it leaked from my fingerprints…

 


 

 

Uchwyciłem myśl o cyfrowej publikacji przebłysków pojawiających się w moim mózgu.

wyciekła spod moich palców…